sobota, 28 czerwca 2014

The world on fire


Dziś upływa setna rocznica zamachu w Sarajewie, którego następstwem był wybuch I wojny światowej - konfliktu, który jak żaden przed nim zmienił pogląd na prowadzenie wojen i odmienił oblicze Europy. Stary Kontynent wchodzący w okres wojenny to m.in. trzy cesarstwa: Niemcy (którym, jak się wówczas wydawało, nikt nie mógł podskoczyć), Austro-Węgry i Rosja. Obowiązujące wówczas w Europie układy polityczne w powiązaniu z zabójstwem arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie wywołały efekt domina, a dwa wrogie sobie bloki skoczyły sobie wzajemnie do gardeł. Wojna, nazwana później Wielką, toczona na lądzie, w morzu i w powietrzu, zaangażowała pośrednio lub bezpośrednio 2/3 ludności świata.


Pomnik ofiar wojny
w Göhren na Rugii. Po 1945
roku dodano tabliczkę
"Ofiarom II wojny światowej"
Cztery lata później mapa Europy wyglądała już zupełnie inaczej. Austro-Węgry rozpadły się zupełnie, a na ich gruzach powstały państwa narodowe: Austria, Węgry, Czechosłowacja. Inne części austrowęgierskiego terytorium weszły w skład odrodzonej Polski, Rumunii, Włoch i Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców - późniejszej Jugosławii. Co stało się w międzyczasie w Rosji - wszyscy wiedzą: dwie rewolucje, objęcie władzy przez czerwonych, wymordowanie rodziny carskiej. No i utrata wielkich obszarów, na których powstały trzy państwa bałtyckie - Litwa. Łotwa i Estonia, efemeryczna Białoruś i Ukraina, reszta zaś weszła w skład Polski. Niemcy również pozbyły się swojego cesarza, przechodząc na (wymuszony) republikański system rządów (po drodze zaliczyły jeszcze nieudaną rewolucję komunistyczną). Pozbyły się również Wielkopolski, Pomorza Mniejszego, części Śląska i Warmii - na rzecz Polski, a także Alzacji i Lotaryngii, która po prawie 50 latach powróciła do Francji oraz (w 1920 roku) Zagłębia Saary, przekazanego pod kontrolę międzynarodową. Że nie wspominając już o demilitaryzacji Nadrenii i wypłacie olbrzymich reparacji wojennych.

Pomnik źołnierzy 357. pułku piechoty
na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie
Zgodnie z przysłowiem, "nie czas żałować róż, gdy płoną lasy", dowódcy na frontach I wojny światowej niezbyt przejmowali się życiem i zdrowiem swoich żołnierzy. Postęp techniczny nie podążał w ślad za rozwojem nowoczesnych taktyk bojowych, dlatego też wojna zebrała krwawe żniwo: w ciągu 4 lat jej trwania zginęło prawie 9 milionów ludzi.Również Pomorze, podówczas część Prus, wykrwawiło się w wojnie. W owym czasie trudno byłoby znaleźć rodzinę, która nie straciłaby kogoś w tym konflikcie. Dlatego też po 1918 roku pomorski krajobraz upstrzyły pomniki poświęcone pamięci poległych z danego miasta, wsi, gminy czy parafii. Część z nich przetrwała do dziś. Czasami zachowały one swą dawną formę. Czasami służą innym celom, jak chociażby stanowią postumenty pod święte figurki pod kościołami. Czasami dotrwały jedynie w części, w większym lub mniejszym stopniu uszkodzone.

Pomnik ofiar I wojny światowej
w Maszewie
W większości wypadków ich forma jest skromna - ot, prosty postument, na którym umieszczano tablice z nazwiskami poległych. Rzadziej przyjmują one kształt melancholijnych rzeźb figuralnych - rycerza, klęczącego żołnierza czy drapieżnego ptaka z opuszczoną smutno głową. Rzadkością są monumenty bardziej okazałe - takie jednak również się zdarzają. Obok nieistniejącego już, 10-metrowego posągu Rolanda w Łobzie, wszelkie rekordy pobiło maleńkie, trzytysięczne Maszewo, które wystawiło pomnik w kształcie wielkiej rotundy, z oknem w kształcie wzniesionego miecza. W pomniku tym nie widać smutku i zadumy, a jedynie złość z przegranej i chęć powiedzenia, (pierwo)wzorem Arnolda S., "I'll be back". Dla ciekawych tego miejsca, pomnik znajduje się na zachód od Starego Miasta, w parku niedaleko stadionu (niedaleko miejsca, w którym kiedyś stał zamek Massowów i Ebersteinów). Dojechać tam można ulicą Świerczewskiego; na jej końcu trzeba skręcić w prawo i jechać dalej, pod sam stadion. Stamtąd parkową alejką dotrzemy do pomnika.

Orso

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz