czwartek, 29 sierpnia 2013

Wizyta w zagrodzie


O, jaki ładny Sagard
A było to tak: była sobie zagroda, w której żyły świnki, kurki, kaczuszki, kunie...

...wróć!

Nie, nie było wcale zagrody - była sobie za to miejscowość, której nazwa w wersji polskiej brzmiałaby: Zagród. Biorąc jednak pod uwagę, że razem z Gatto jesteśmy pomorsko upomorszczeni, używać będziemy jedynej słusznej, tru pomorskiej nazwy: Zagard (gdyby ktoś był na tyle niedomyślny, gard = gród). Miejscowość ta, nosząca dziś ledwie leciutko zniemczoną nazwę Sagard, znajduje się na Rugii, na półwyspie Jasmund (Jasmąt), niedaleko Sassnitz (Sośnicy).
Oczywiście, nazwa ta nie wzięła się znikąd. Sagard rozwinął się bowiem z podgrodzia Kopielicy, ważnego grodu znajdującego się dawniej w tej części Rugii. Tak więc, jego nazwa oznacza miejsce, które znajdowało się poza grodem.


Dobberworth - sprawca całego zamieszania

Krążą plotki, że w Sagardzie można zdrowo się obłowić, jeśli zachowa się niezbędne minimum zasad bhp oraz zdrowego rozsądku. Tuż obok miejscowości znajduje się bowiem ogromniasty kurhan, największy w północnych Niemczech, nazywany Dobberworth. Podobno jego wnętrze zamieszkują skrzaty, strzegące zgromadzonego tam złota. Właściwie, są całkiem chętne, aby je rozdawać, oczywiście pod dwoma warunkami:
1) jesteś właścicielem wozu pełnego zboża
2) dostarczysz zboże do Dobberworthu w zamian za mglistą obietnicę zapłaty, jakiej nikt jeszcze nigdy nie widział.
No tak, prawie zapomniałem. Jest jeszcze trzeci warunek:
3) Gdy wyładujesz zboże, a skrzaty wypakują twój wóz złotem po brzegi, nie oglądaj się za siebie, dopóki nie opuścisz Dobberworthu. Naprawdę dobrze radzę - może się bowiem okazać, że oddałeś im zboże za frajer, a reklamacje nie są przyjmowane (dopiero wtedy zaczynasz rozumieć, co kryło się pod określeniem "zapłaty, jakiej jeszcze nikt nie widział" - witaj w klubie jelonków, drogi były właścicielu zboża). Co gorsza, straciłeś pewnie i wóz, gdy wrota prowadzące do wnętrza wzgórza zatrzasnęły się tuż za tobą, niemal wyrywając ci włosy z pleców.


Taki tam park zdrojowy
Co do samego Dobberworthu, ma on być pozostałością konfliktu atomowego drobnego nieporozumienia między księciem Rugii i olbrzymem Szarmakiem. Ten drugi, z całego serca pragnąc upolować księcia, a jego porożem głową przyozdobić sobie ścianę salonu, niósł ze sobą naręcze gliny, żeby zasypać nieodległy Wielki Zalew Jasmundzki. Biorąc pod uwagę, że nieszczęścia chodzą stadami, worek, w którym niósł ziemię, rozpruł się, nim Szarmak dotarł do celu. Dzięki temu książę zachował głowę oraz inne części ciała.


Tru częściowa rekonstrukcja

Oprócz biegających wokół skrzatów i olbrzymów (dostępne rozmiary od XXS do XXL), Sagard zasłynął jako pierwsze uzdrowisko na Rugii. W 1795 roku powstał tu "Ośrodek Zdrojowy, Kąpieliskowy i Rekreacyjny". Biorąc jednak pod uwagę, że w owym czasie ludziska preferować zaczęli chluptanie się w morzu, położony w środku lądu Sagard zabłysnął jak supernowa, i tak jak supernowa w ekspresowym tempie zgasł. Dopiero ostatnio w części zrekonstruowany został dawny park zdrojowy. Miejscowe władze zagadnienie "częściowej rekonstrukcji" potraktowały niezwykle dosłownie - bowiem również w części odtworzono zabytkową altanę, której wizerunek (w całości) widnieje w herbie Sagardu.

Aby nie być gołosłownym -
herb Sagardu z altaną
potraktowaną całościowo
Tak czy inaczej, Sagard to bardzo miłe miejsce. Czyste, zadbane i spokojne. Wiele czasu się tu nie spędzi - półtorej godziny wystarczy w zupełności, aby je obejść wzdłuż i wszerz. Praw miejskich toto nie ma, ale charakter małego miasteczka - jak najbardziej. Z innych atrakcji warto obejrzeć podczas pobytu zabytkowe i ładnie odnowione centrum oraz gotycki kościół św. Michała zbudowany około 1210 roku (później rozbudowywany, m.in. o siedemnastowieczną nawę południową).


Orso




A TU WIĘCEJ FOTEK:
Kościół św. Michała

Pastorówka pomiędzy kościołem i parkiem zdrojowym

Centrum Sagardu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz